Międzynarodowe Rezydencje Twórcze 2023

W roku 2019 wpadliśmy na pomysł, żeby zapraszać do Puszczy ludzi pióra. Zamarzyło nam się, żeby poetka spotkała tłumacza poezji, autor powieści przedyskutował jej przekład ze swoją tłumaczką, żeby na skraju Puszczy zabrzmiały różne języki i nawiązał się dialog – tak jak na pogranicze przystało. Pomysł nabrał kształtów, gdy w roku 2019 tłumaczka, Justyna Czechowska (STL) i pisarz, Jacek Dehnel (UL), zaproponowali nam przyłączenie się do programu rezydencji twórczych, a wójt Gminy Narewka, Jarosław Gołubowski, objął rezydencje patronatem. Grupa rezydentów i rezydentek czekała już w pasach startowych, ale najpierw pandemia, a potem kolejne katastrofy: tragedia uchodźcza, budowa „muru” na granicy z Białorusią, wojna w Ukrainie rok w rok uniemożliwiały nam realizację tego przedsięwzięcia.

W tym roku jednak udało się – w marcu Uroczysko Hruszki zamieniło się na dwa tygodnie w dom pracy twórczej. Rezydentki i Rezydenci spędzili jednak ten czas nie tylko za biurkiem: kiedy przyjeżdża się na rezydencję twórczą do Puszczy Białowieskiej nie można nie odwiedzić rezerwatu ścisłego – zapraszamy do zapoznania się z fotograficzną relacją ze spaceru po Puszczy.

W dniu 23-cim marca rezydentki i rezydenci podzielili się wrażeniami z pobytu i owocami dwutygodniowej pracy. Justyna Czechowska i Paweł Piszczatowski rozmawiali z nimi o pracy twórczej w Puszczy, z dala od zgiełku miasta, blisko przyrody, o potrzebie twórczej wspólnoty, o słowach i ciszy między słowami. Kasi Bielawskiej z Galerii im. Tamary Sołoniewicz dziękujemy za gościnę, natomiast Kołu Gospodyń Wiejskich „Jezioranki” w Siemianówce za wspaniały podlaski poczęstunek!!!

Tutaj można przeczytać z krótką relację z tego spotkania.

 


Larysa Andrijewska

 

 

Larysa Andrijewska (1968, Lwów) jest tłumaczką i redaktorką. Pisze również wiersze, bajki dla dzieci, sztuki teatralne, piosenki do spektakli teatralnych, bada polski teatr absurdu i dramaturgię najnowszą. Należy do Narodowego Stowarzyszenia Zawodowych Teatrów Ukrainy oraz do Międzynarodowego Stowarzyszenia Tłumaczy. Kieruje pracownią tłumaczeń teatralnych. Tłumaczy z języka angielskiego, białoruskiego i polskiego. Przełożyła m.in. „Wojnę polsko-ruską” Doroty Masłowskiej (2006), „Opowiadania i nowele” Bolesława Prusa ( 2017), Pawła Huellego „Mercedes-Benz” (2020), oraz dzieła Stanisława Ignacego Witkiewicza, Witolda Gombrowicza, Zbigniewa Herberta, Marii Konopnickiej, Stanisława Lema, Kornela Makuszyńskiego, Sławomira Mrożka, Tadeusza Różewicza i wielu innych.

Przejeżdżałam przez te okolice kilka razy i wydawało mi się, że jest tu pustkowie, jak z czasów „Ogniem i mieczem”. Jestem wdzięczna moim warszawskim przyjaciołom, którzy dosłownie zmusili mnie do ubiegania się o pobyt tutaj.
Wcześniej czytałam książkę o pisarzach i pisarkach polskich kresów i trafiłam na poezję mającą w moim odczuciu coś z ducha Puszczy – wiersze Albina Dziekońskiego. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Na spotkaniu w Galerii nazwałam go Hansem Castorpem z Podlasia. Studiował w Rydze i Belgii, leczył się w Davos, następnie studiował filologię romańską w Lozannie. Do Polski powrócił wraz z początkiem I Wojny Światowej i został wcielony do rosyjskiej armii. Po wojnie zamieszkał z żoną w Mogilowcach (dziś Białoruś). Był prawdziwym modernistą – w cylindrze, białych rękawiczkach, jeździł eleganckim samochodem, choć prowadził gospodarstwo i hodował ryby w stawach. Został aresztowany przez Sowietów we wrześniu 1939 – eleganckie ubranie i uroczy pałacyk, w którym mieszkał przypieczętowały zapewne wyrok. Został zabity, lub zmarł w ciągu roku w więzieniu w Mińsku – był słabego zdrowia i cierpiał na cukrzycę. Przerażające jest, że nic się nie zmieniło. Teraz raszyści zabijają ukraińskich poetów, naukowców, osoby publiczne na okupowanych terytoriach.

Podczas rezydencji byłam zawalona pracą: musiałam przetłumaczyć sztukę Mrożka, napisać przedmowę do publikacji prozy wojennej Marka Hłaski, zredagować wybór z Szymborskiej, więc nie przetłumaczyłam wystarczająco dużo poezji Dziekońskiego, nie jestem zadowolona z tego co mam na dziś. Ale będę kontynuowała tę pracę i publikowała jej rezultaty na razie na moim profilu, z tagiem #TłumaczyćPodlasie – dopóki nie przygotuję publikacji.

 


 

Jakub Jedliński

 

 

Jakub Jedlinski (1977) tłumaczy z języków francuskiego i angielskiego, ma na swoim koncie przekłady około pięćdziesięciu książek, przekłada literaturę piękną, literaturę faktu, książki dla dzieci oraz literaturę naukową i popularnonaukową z zakresu szeroko pojętej humanistyki. W latach 2012-2016 prowadził translatorium dla studentów Uniwersytetu Łódzkiego. Od 2018 roku współprowadzi kursy Okiem redaktora, Okiem tłumacza oraz Kuchnia przekładu, czyli jak upichcić dobrą książkę. Przełożył między innymi: Thierry Wolton, „Historia Komunizmu na świecie”. „Ofiary” (w przygotowaniu); Peter Hessler, „Przez drogi i bezdroża. Podróż po współczesnych Chinach”; Catherine Nixey, „Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan”.

Zgodnie z założeniami podczas pobytu w Gruszkach skupiłem się na trzech stojących przede mną zadaniach: wykonaniu ostatecznej redakcji przekładu książki Victora Jestina „Upał”, oraz kontynuacji rozpoczętych wcześniej prac nad tłumaczeniem komiksu według Świata Zofii i powieści Dana Jonesa osadzonej w realiach późnośredniowieczne Francji – w czasach wojny stuletniej.

Szczególnie ważna była dla mnie możliwość spokojnego przemyślenia i podjęcia kilku ostatecznych decyzji dotyczących kształtu powieści Victora Jestina, ponieważ etap redakcji ukończonego przekładu zawsze uważam za najważniejszą część pracy nad tłumaczeniem książki.

Pobyt w Gruszkach pozwolił mi połączyć ze sobą pozornie sprzeczne potrzeby tłumacza jakimi są: prowadzenie rozmów i poznawanie nowych ludzi oraz skupienie się na tekście, trzymanie stałego rytmu pracy i swoboda wykorzystania czasu, jakim się dysponuje.

Pod czujnym okiem żubrów i żurawi udało mi się przeprowadzić wiele ważnych i interesujących rozmów, wymienić myśli, nawiązać przyjaźnie, przejść znaczną ilość kilometrów, „napaść oczy” pięknymi widokami, odzyskać spokój i pogodę ducha, dzięki czemu z ochotą i dobrą energią wracam do najbliższych i codziennych zadań. Za to jestem bardzo wdzięczny wszystkim zaangażowanym w tworzenie rezydencji w Uroczysku Hruszki. Dzięki!

UWAGA, specjalnie dla Tropinki i jej przyjaciół – w zdjęciach zobaczycie przedpremierowy fragment książki, której przekład dojrzewał w Gruszkach: Victor Jestin, Upał, przeł. Jakub Jedliński! Książka ukaże się 25 kwietnia 2023 roku i będzie opublikowana przez Wydawnictwo Nowe.

 


Adrian Sinkowski

 

 

Adrian Sinkowski (1984, Warszawa) poeta, autor tomików „Raptularz” (2016) i „Atropina” (2018) to kolejny uczestnik międzynarodowej rezydencji, która już 10 marca rozpocznie się w Uroczysku Hruszki. W latach 2007-2017 był redaktorem naczelnym i współpracownikiem kwartalnika literackiego „Wyspa”. Od debiutu w 2005 roku ogłosił drukiem w prasie ponad 140 publikacji. W Gruszkach pracował głównie nad zbiorem „Antyfona”: z jednej strony będzie to poetycki dzienniki czasu pandemii, z drugiej strony książka posiada dla wierszy pandemicznych przeciwwagę – historie anonimowych Polaków żyjących od połowy XIX do połowy XX wieku. Dzięki nim czas pandemii, uważany przez nas za coś wyjątkowego i niezwykłego, przygląda się w losach z przeszłości. Tym, co łączy obie perspektywy, jest poemat – pisany dystychem – w którym losy uchodźców na granicy Polski z Białorusią pojawiają się na tle losów polskich uchodźców zesłanych do więzień, łagrów i obozów pracy na terenie ZSRR. Gdzie szukać analogii między historią a tym, co działo się w ostatnim czasie na polskich granicach, zarówno z Białorusią, jak i Ukrainą? Tu i tu jest strach, rozłąka, krzywda, łzy, wyczekiwanie, niepewność, a wojna wciąż i wciąż wisi nad nami jako groźba wymierzona w godność, człowieczeństwo i miłość.

 

A jak antyfona. W czasie rezydencji pisałem wiersze do dwóch książek, lecz to „Antyfonie” poświęcałem więcej uwagi, to ona ukaże się jako pierwsza, to w niej znajdą się wiersze, w których widzę wyraźne ślady puszczy czy Narewki, odciśnięte w tekstach jak tropy zwierząt w błocie, kiedy idzie się na skraj rezerwatu. Miłe uczucie.

B jak biurko. W domu nie mam biurka do pisania. Tu miałem. Wzruszyłem się, kiedy po wejściu do pokoju zobaczyłem je po raz pierwszy. Dogadaliśmy się bez słów. To przy nim powstały wszystkie teksty w Gruszkach.

C jak czas. Nie oszukujmy się, czas w Warszawie i czas na Podlasiu to ten sam czas, lecz inaczej się z nami obchodzi. Niby truizm, czasem jednak warto sobie o tym przypomnieć.

E jak ekspres. Oczywiście ekspres do kawy. Wiadomo, bez kawy nie ma poezji.

K jak konkrety. Dobrze, niech będą konkrety: 13 napisanych wierszy. Każdy wiersz po 4 strofy. Każda strofa po 4 wersy. Razem, licząc z przypisami, wychodzi ponad 10 tysięcy znaków ze spacjami. Kropka. Co nie zmienia faktu, że rezydencja to nie okienko w kantorze, tu nie wymienia się czasu na strofy, wersy, zdania…

L jak liczba. Od połowy 2018 roku napisałem około 30 wierszy. Średnio nieco ponad 6 na rok. Stąd wracam z 13. Te liczby najlepiej ilustrują, czym dla mnie była rezydencja.

N jak Narewka. W zasadzie nie tylko Narewka, też Gruszki, Hajnówka, Świnoroje, Guszczewina czy Białowieża. Mam postanowienie, że wrócę w te strony jako poeta. Jak? Tego jeszcze nie wiem. Ale wrócę.

P jak puszcza. Nie poezja, nie przestrzeń, nie praca. Ale właśnie puszcza. Dlaczego? Chyba dlatego, że to puszcza jest w Gruszkach gospodarzem, nie człowiek.
Pracowni na Polanie Grażyna Chyra dziękuję za spacer na tę i na tamtą stronę puszczy.

R jak rytm. Zaskoczyło mnie, że w czasie rezydencji byliśmy ze sobą we wspólnocie, lecz każdy miał tyle empatii, aby nie naruszać rytmu, którego inni potrzebują do pisania. Rytm jest ważny. Bez rytmu nie ma poezji.

Natalia, Larysa, Viktar, Rostyslav, Jakób dziękuję za to.

Marta Jordan, Małgorzata Buchalik, Justyna, Paweł dziękuję, że nam towarzyszyliście.

S jak spacery. Z iloma kilometrami w nogach wracam do Warszawy? Nie liczyłem, z kilkudziesięcioma na pewno.

W jak wdzięczność. Zacznę od tego, że była to moja pierwsza rezydencja. Pierwsze razy na zawsze zostaję pierwsze – ci, którzy mają rezydencje za sobą, zapewne wiedzą, co mam na myśli. Dodatkowo to mój pierwszy dłuższy pobyt na Podlasiu. Tak, czuję się obdarowany. Przez gospodarzy, którzy nas podjęli. Przez Unię Literacką, bez której nie byłoby mnie w Gruszkach. Przez rodzinę, która pozwala, abym czasem znikał, ja z kolei tego pozwolenia staram się nie nadużywać. Ta wdzięczność zostaje ze mną na zawsze.
Tropinka, Uroczysko Hruszki, Unia Literacka, Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury – nie znajduję słów, więc będzie to jedno: dziękuję.

Z jak zobowiązanie. Ponieważ czuję, że tym razem za wdzięcznością krok w krok idzie (lub powinno iść) zobowiązanie. Nie byle jakie, mam bowiem na myśli takie zobowiązanie, które daje w wierszach świadectwo. Czemu? Komu? Przede wszystkim miejscu.
Na koniec Ż jak żuraw. Ha, zapytacie, dlaczego nie żubr? Po prostu żurawie były głośniejsze. Zwłaszcza nocą.

 


Viktar Siamaška

 

 

Viktar Siamaška (1980, Mińsk) poeta, muzyk, dziennikarz. Jest członkiem projektu melodeklamacyjnego WordSoundPool (Warszawa), liderem projektu Paradox-ensemble, kolektywów „Viktar Siamashka dy Kumpania” (Mińsk), „Fantastic Swimmers” (Warszawa). Posłuchać go można tutaj. Prowadzi program o białoruskiej muzyce „Krakatuk” w „Białoruskim Radio Racja” (Białystok, 2010 – do dziś; do odsłuchania podcasty). Zajmuje się historią białoruskiego jazzu i awangardy, undergroundu lat 1960-70. Opublikował zbiory poezji „Maria S.” (2006), „Rera” (2011), „Habitacja” (2013), „Romb” (2018), „Aŭtar maje racyju zaŭždy” (2023). Kilka jego publikacji dostępnych jest online.

Znowu poczułem się jak dziecko. Trochę tak, jakbym przeżywał różne etapy swojego życia jednocześnie. Czas wydłużył się. Do odmierzania go wystarczało słońce. Nastąpiło odłączenie od hałasu, stanów psychotycznych, nerwic, sfery obowiązków i upomnień. Włączył się tryb obserwacji siebie samego i natury, zanurzyłem się w swoich pasjach, w bezdennej dzwoniącej ciszy.
Z każdego spaceru po okolicy Gruszek przynosiłem strofy, jeśli nie całe wiersze. Po raz pierwszy spotkałem żubra w naturalnym środowisku, a nie w zoo. Po raz pierwszy tak długo przebywałem w towarzystwie kolegów i koleżanek z Polski i Ukrainy: polifonia języków, charakterów, reakcji… Nawet nie chciało mi się redagować starych tekstów, bo codziennie pojawiały się nowe.
Miałem wreszcie czas na przestudiowanie biografii Almy Kar i Czesława Hermana. Ta pierwsza była córką prawosławnego księdza z Ukrainy, którego rodzina w latach międzywojennych mieszkała na Podlasiu. Alma stała się popularną aktorką polskiego kina w pierwszej połowie lat trzydziestych, była też piosenkarką i tancerką. W jednym ze swoich filmów uwodzi ziemianina ze «wschodnich Kresów». Czesław Herman pochodzi z miejscowości Indura w ówczesnym województwie białostockim. I podczas gdy Alma Carr robiła karierę filmową, on grał na skrzypcach i założył «Jazz Synkopę», jeden z zespołów jazzowych międzywojennego Wilna. Mam wrażenie, że mój cykl radiowy (podcasty) ruszy z martwego punktu, w którym tkwi od ponad roku, ponieważ nie mogłem dotąd wydostać się spod ciężaru zgromadzonego materiału!

Jestem bardzo wdzięczny za możliwość bycia w Uroczysku Hruszki! Z pewnością zabiorę do Puszczy dzieci, aby pokazać im te miejsca, które były dla mnie takim odkryciem!

 

 

 


Natalia Belczenko

 

Natalia Belczenko (1973, Kijów), poetka i tłumaczka, absolwentka Wydziału Filologicznego Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki. Członkini Ukraińskiego PEN Clubu i STL. Należy do zespołu wydającego w języku ukraińskim portal „Posestry.eu” („Siostry z wyboru”), na którym publikowane są polskie utwory w przekładzie na język ukraiński, ale także twórczość artystów z Ukrainy. Autorka dziewięciu książek poetyckich, m.in. Зримородок, 2013; Знаки і знади, 2018; Мурмурація, 2022. Jej poezję tłumaczono na niemiecki, francuski, angielski, bułgarski, koreański, holenderski, polski, litewski, łotewski, hebrajski, hiszpański, włoski i węgierski.

Laureatka m.in. nagrody w konkursie na najlepsze tłumaczenia poezji Wisławy Szymborskiej na język rosyjski, białoruski i ukraiński (Polska 2015). Ma w swoim dorobku również przekłady wierszy Zuzanny Ginczanki, Jarosława Iwaszkiewicza i Bolesława Leśmiana.

Niezmiernie wdzięczna jestem za pobyt w Uroczysku Hruszki! Wreszcie do woli mogłam obserwować żurawie (Grus grus w języku łacińskim), które od dawna podbiły moje serce. Nie mniej atrakcyjne od żurawi były żubry. Tłumaczyłam książkę Ewy Filipczuk „Czerwień, kolory ziemi” i wiersze Ryszarda Krynickiego pozostając w niezwykle intymnej relacji z puszczą, rzeką i fauną. Nie mówiąc już o owocnej komunikacji z bliskimi duchowo kolegami i koleżankami. Rozlewiska Narewki zostały jednym z bohaterów sonetów, które w Gruszkach się narodziły. Dzięki rowerowym wycieczkom poczułam puszczańską przestrzeń – przybliżyła mnie ona do babci, która z lasem miała wiele wspólnego. „Tropinka” stała się prawdziwą inspirującą ścieżką w nieznane, ale i w przestrzenie bardzo osobiste.


Rostyslav Kuzyk

 

 

Rostyslav Kuzyk (1995, Rodatycze, obwód lwowski), poeta, pisarz, performer, redaktor. Współzałożyciel i członek zjednoczenia literackiego «Грань» («Grań»), poetycko-wizualnego projektu «Стихійні» («Stychijni»), a także poetycko-dźwiękowego projektu «Метал» («Metal»). Autor czterech albumów audiopoetyckich: «Наприкінці світла» — 2021, «Пісні безсоння» — 2020, «Місто: спроба звільнення» — 2019, «Спустошення» — 2017. W 2020 roku dołączył do pracy nad międzynarodowym albumem audiopoetyckim «Beyond the Static» we współpracy z rumuńskim muzykiem i kompozytorem Andrejem Barbu. Tomik poetycki «Наприкінці світла» («W końcu światła») ukaże się w 2023 roku. Jest jednym z autorów tomu «Шлях до ромів»/«Szlak do Romów»—2020 – antologii krótkiej prozy autorów ukraińskich, w tym także pochodzenia romskiego – o współżyciu w wielokulturowej społeczności, wzajemnym szacunku i tolerancji.

Rezydencja w Hruszkach pozwoliła mi skupić się na tłumaczeniu książki, o której przekładzie marzę już od kilku lat, ale codzienność skutecznie mi to uniemożliwiała. W czasie rezydencji przetłumaczyłem na język ukraiński pierwszy poetycki tomik Urszuli Zajączkowskiej — «minimum». (kilka wierszy w galerii)

Puszcza Białowieska i jej różnorodność — to chyba najlepsze miejsce dla tłumaczenia takiej poezji, tak zanurzonej w przyrodzie. Myślę, że atmosfera puszczy, jej fauna i flora inspirowały mnie, pozwalały pracować lepiej i szybciej — tak, że zdążyłem przetłumaczyć «minimum» w dwa tygodnie! Skończyłem nawet wcześniej i w ostatnie dni przełożyłem także kilka wierszy Pauliny Pidzik (Adrian, dziękuję, że pokazałeś mi tę poezję!), Pawła Kusiaka i Wisławy Szymborskiej.

Siedząc wieczorami na tarasie domu i słuchając głosów żurawi dobiegających z doliny Narewki, myślałem czasem o Henrym Davidzie Thoreau. On też mieszkał kiedyś na łonie natury, w drewnianym domku. Myślałem sobie, że życie bywa ironiczne i leniwe, bo powtarza sjużety — częściowo albo nawet w pełni. Podobało mi się jednak być częścią sjużetu, który kiedyś był sjużetem Thoreau. Witałem poranną mgłę i żegnałem ostatnie minuty dziennego światła przez okno w swoim pokoju. Spotykałem stuletnie dęby i żubry, które widziałem po raz pierwszy w życiu! Poznałem pierwotną puszczę, która była przed nami i będzie po nas. Uczyłem się miejscowej historii i kultury przez przydrożne krzyże i macewy w lesie, przez drewniane domy i głosy miejscowych, którzy tak pięknie śpiewali stare piosenki. Byłem przepełniony wrażeniami, emocjami, czułem się naturalną częścią czegoś wielkiego — czyli dane było mi poczuć to, co w mieście czasem zanika. Dziękuję za to.

Rezydencja w Uroczysku Hruszki pozwoliła mi nie tylko poczuć się częścią natury, ale i poznać cudownych ludzi. Nie znaliśmy, ale już przy pierwszym spotkaniu rozmawialiśmy jak starzy przyjaciele. Tak to odczułem. Był to znak, że znajdziemy wspólny język. I tak się stało. Z tą jedynie różnicą, że mieliśmy nie jeden, a trzy wspólne języki. Adrian, Jakób, Natalia, Łarysa, Viktar, a także Katarzyna, Paweł i Justyna — bardzo się cieszę, że Was poznałem! Dziękuję Wam za Was.

Dziękuję również za to, że na spotkaniu w Galerii Narewka mogłem mówić nie tylko o rezydencyjnym pobycie i pracy, a także o wojnie w Ukrainie, o tym jak walczymy. Że mogłem osobiście podziękować Polsce za wsparcie, które otrzymujemy już tak długo. To jest strasznie ważne dla mnie. Dla nas wszystkich w Ukrainie. Dziękuję.