Dziesiąte urodziny Tropinki

 

 

 

W tym roku mija już 10 lat od rozpoczęcia działalności przez Stowarzyszenie na Rzecz Dialogu Tropinka. Z tej okazji w dniach 12-14 czerwca odbył się szereg imprez dla uczczenia tych okrągłych urodzin – poniżej przedstawiamy relację z trzydniowych uroczystości:

Piątek, 12 czerwca

Urodzinowy weekend Tropinki rozpoczęliśmy podróżą do Kirgistanu – spotkaniem wokół przedpremierowej książki Emilii Sułek „Baranie oko”.

Emilia Sułek była naszą rezydentką w ramach programu „Czarne w Puszczy” w 2023 roku. Etnolożka i reporterka, ukończyła antropologię społeczną oraz mongolistykę i tybetologię na Uniwersytecie Warszawskim, a doktorat obroniła na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Rozmowę poprowadziła Paulina Siegień, autorka znakomitej książki „Miasto Bajka. Wiele historii Kaliningradu”.

Rozmawialiśmy o literaturze i historii Kirgistanu, o wielu twarzach Czyngiza Ajtmatowa, o kolonializmie i skomplikowanym stosunku Kirgizów i Kirgizek do Związku Radzieckiego. Mowa była także o Rosji, Chinach i Nowym Jedwabnym Szlaku, o nomadyzmie – Kirgistan to jedno z niewielu dziś istniejących państw zbudowanych przez nomadów i odwołujących się do tradycji koczowniczych – oraz o wolności. Poruszaliśmy również temat stosunku do religii: Kirgistan jest państwem świeckim, a konstytucja gwarantuje wolność wyznania – żadna religia nie ma statusu religii państwowej. Rozmawialiśmy o sztuce odpoczywania, więziach rodzinnych, przemocy, patriarchalnych strukturach oraz sile kobiet. Pojawiły się także refleksje o tym, co łączy Podlasie z Kirgistanem. Dowiedzieliśmy się, kim jest mankurt, i że Kirgistan to nie Europa – tu można mieć fantazję. Poczuliśmy po tym spotkaniu nieodpartą potrzebę, żeby kontynuować nasz cykl spotkań na granicy.

Drugim wydarzeniem pierwszego dnia obchodów 10. urodzin Tropinki było otwarcie wystawy „Wędrujące twarze, dziwne twarze” Mustafy Fouada (مصطفى فؤاد ) – irackiego artysty interdyscyplinarnego i aktywisty zaangażowanego w obronę praw człowieka oraz sprawiedliwości społecznej.

Swoją działalność rozpoczął bardzo wcześnie – mając niespełna 15 lat uczestniczył w protestach w Bagdadzie. Brał udział w wystawach w Iraku i Niemczech poświęconych tematom ucisku, tożsamości, migracji oraz dylematom współczesnego człowieka. W Iraku współtworzył także zaangażowane politycznie spektakle teatralne sprzeciwiające się przemocy. Na uchodźczym szlaku zamiast namiotu miał książkę Milana Kundery, a pod pachą niósł teczkę swoich prac. Mustafa mieszka obecnie w Niemczech i pracuje nad książką o polsko-białoruskiej granicy, opartą na własnych doświadczeniach oraz historiach innych osób będących w drodze. Ponieważ czuł potrzebę ponownego zmierzenia się z miejscami związanymi z traumatycznymi przeżyciami, zaprosiliśmy go na tygodniową rezydencję do Puszczy. Odkrywał ją na nowo i „odczarowywał” w towarzystwie Joanny Sarneckiej.

W wernisażowy wieczór powiedział:

To dla mnie zaszczyt móc dziś otworzyć wystawę „Wędrujące twarze, dziwne twarze” – nie tylko jako prezentację prac artystycznych, lecz także jako kontynuację historii, która rozpoczęła się dwa lata temu w miejscu bardzo odległym od galerii sztuki.

Wtedy wyruszałem w najdziwniejszą i najniebezpieczniejszą podróż mojego życia – podróż, podczas której nauczyłem się, że zdobywanie książek bywa ważniejsze niż gromadzenie zapasów jedzenia w walizce. Nauczyłem się, że podzielenie się odrobiną jedzenia jest cenniejsze niż spożywanie go w samotności, a ubranie może czasem stać się jedynym sposobem zaspokojenia naszych najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb.

W puszczy spotkałem ludzi, z których niektórzy są dziś moimi bliskimi przyjaciółmi. Nie połączył nas żaden projekt artystyczny, instytucja kultury ani konferencja naukowa. Połączyło nas coś znacznie prostszego, a zarazem głębszego: chwila czysto ludzka – moment, w którym jedna osoba dostrzegła drugą i wyciągnęła do niej pomocną dłoń, okazując solidarność. Dwa lata po tym przypadkowym spotkaniu stoję dziś pośród was – nie w lesie, lecz w przestrzeni poświęconej sztuce, dialogowi i refleksji. To przypomina mi, że najważniejsze rzeczy w naszym życiu często zaczynają się od nieoczekiwanych spotkań.

Tytuł tej wystawy brzmi „Wędrujące twarze, dziwne twarze”. Pracując nad tymi obrazami przez ostatnie dwa lata, nieustannie zadawałem sobie jednak pytanie: kim naprawdę jest obcy? Czy człowiek staje się obcy dlatego, że przekracza granice? Ponieważ mówi innym językiem? Ponieważ urodził się gdzie indziej? A może obcość zaczyna się dopiero wtedy, gdy przestajemy postrzegać siebie nawzajem jako ludzi, a zaczynamy widzieć jedynie kategorie?

Twarze, które tu widzicie, nie są wyłącznie portretami konkretnych osób. Są próbą wizualnej refleksji nad pamięcią, wysiedleniem, przynależnością i oczekiwaniem. Noszą ślady podróży, ale także ślady samego życia, a niekiedy również pamięć lasu – miejsca opresji i lęku, ale też nadziei oraz przetrwania.

Z mojego doświadczenia wynika, że migracja nie jest jedynie przymusowym przemieszczeniem się z jednego miejsca do drugiego. Jest także doświadczeniem egzystencjalnym. To nieustanna konfrontacja z pytaniami o tożsamość, dom, język i pamięć. Są to pytania, które dotyczą nie tylko migrantów, lecz nas wszystkich – choć w różnym stopniu.

Jako pisarza zawsze interesowały mnie historie ukryte za twarzami.

Jako malarz starałem się uchwycić to, czego słowa – nawet w swoich najbardziej literackich czy naukowych formach – nie zawsze potrafią wyrazić.

Jako człowiek próbuję zrozumieć, dlaczego wciąż poszukujemy sensu, nawet w najbardziej kruchych, niepewnych, bolesnych i okrutnych momentach naszego życia.

Dlatego nie postrzegam tych prac jedynie jako dokumentacji migracji ani wyłącznie jako osobistych świadectw. Widzę w nich przede wszystkim zaproszenie do refleksji nad wspólnym ludzkim doświadczeniem – doświadczeniem, które sprawia, że strach, nadzieja, strata, miłość i poszukiwanie godności pozostają nam wspólne, niezależnie od miejsca pochodzenia.
Jestem wdzięczny, że te prace mogą być dziś prezentowane w miejscu, które wierzy w dialog, siłę sztuki oraz znaczenie słuchania historii innych ludzi i okazywania szacunku ich doświadczeniom.

 

Sobota, 13 czerwca

Drugi dzień naszych urodzin mogliście zacząć w ciszy – w ramach 10. urodzin Tropinki Tropinkowiczka Grażyna Chyra zaprosiła na spacer w ciszy w Rezerwacie Ścisłym Białowieskiego Parku Narodowego.

Obszar Ochrony Ścisłej to miejsce wyjątkowe, gdzie można wejść tylko pod opieką licencjonowanego przewodnika. Zwykle takim wizytom towarzyszy opowieść – o życiu, śmierci, dzikości, gatunkach, procesach i zmianach klimatu. Tym razem poszliśmy tam zupełnie bez słów, a opowiadała sama Puszcza. Na tę bardziej subtelną opowieść otworzyliśmy inne zmysły i wrażliwość. Spacer przeznaczony był dla osób dorosłych ze względu na swój charakter.

Następnie odbył się spacer z zaprzyjaźnionym Teatrem Chodzonym. I znów daliśmy się zaskoczyć – choć wydawało się, że wiemy już, czego się spodziewać, Teatr Chodzony nie uznaje takich pojęć jak „przewidywalność” czy „utarte ścieżki”.Z każdym kolejnym spacerem są coraz śmielsi. Prowadzą uczestników przez historię, świat plotek, legend, żartów i ludowych opowieści. Tym razem było wszystko: miłość, filozofia, muzyka, tajemnice i odrobina magii. Śledziliśmy losy młodej pary, wysłuchaliśmy rozmyślań wygłaszanych z drzewa (co dodało im odpowiedniej podniosłości), spotkaliśmy zielarkę i tajemniczego leśnika, a drogę umilały śpiewy i akordeonowe melodie.Jak przystało na wędrówkę, nie zabrakło też przystanków wzmacniających ciało. Teatr Chodzony przygotował urodzinową niespodziankę: domowy chleb, syry kwas – regionalny chłodnik na szczypiorze – oraz ciasto drożdżowe. Bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim czarodziejkom, które wyczarowały ten poczęstunek – to był wzruszający gest. Poczęstunek taki przygotowuje się wprawdzie na Podlasiu z myślą o pielgrzymach wędrujących na Grabarkę, ale my także pielgrzymowaliśmy przecież tego dnia tropinkami wyobraźni przez świat opowieści, pieśni i tajemnic. Wędrówka zakończyła się przy Dworku Rousseau. Tam, na grabowej alei, zapadła decyzja o ślubie. Nie wiemy, czy zadziałała magia miejsca, mądrości wygłaszane z drzewa, czy ciasto drożdżowe, ale wszystkim zrobiło się lżej i cieplej na sercu. A skoro świat nie szczędzi powodów do zmartwień, tym bardziej cieszy nas, że choć na tym spacerze miłość wygrała.

A jeśli zastanawiacie się, czym właściwie jest Teatr Chodzony i dlaczego ludzie dobrowolnie wędrują za aktorami po polach, lasach i wsiach, oddajemy głos jednej z jego inicjatorek – Paulina Wasiluk: Teatr Chodzony to poniekąd performance. Grupa ludzi wcielająca się w postaci przedwojennego świata puszczańskich wsi i miasteczek opowiada lokalną historię spacerując uliczkami swej pięknej miejscowości… (pełny materiał tutaj)

Materiał w TVP Białystok (minuta 12:10):
https://bialystok.tvp.pl/93931953/21062026

Jak urodziny, to i kiermasz.

A jak kiermasz, to oczywiście przyjaciele Tropinki – między innymi pani Lucyna Zdanowska, która towarzyszy nam od samego początku, Tropinkowiczki Grażyna Chyra z biżuterią puszczańską, mandalami i podlaskimi dywanikami (Dzikie Art, Białowieża, ul. Stoczek 121), oraz Olena Sarzhenko.  Można było nie tylko kupić rękodzieło, ale także spróbować własnych sił w jego tworzeniu – m.in. podczas warsztatów robienia motanek z panią Lucyną. Motanki to tradycyjne słowiańskie lalki, które od wieków towarzyszyły kobietom w ważnych momentach życia. Wśród nich są żadanice, otulaczki, ziarnuszki, wieduczki czy podróżki – tworzone bez igły, wyłącznie przez wiązanie i owijanie materiału. Z Oleną można było natomiast spróbować swoich sił w grafice i stworzyć własną pocztówkę.

Podczas kiermaszu, zgodnie z tradycją, pokrzepiliśmy się zupą przygotowaną przez Fanaberię Białowieża, po czym Paulina Wasiluk i Katarzyna Leszczyńska opowiedziały o ostatnich dziesięciu latach Tropinki – o tym, co robiliśmy, czego się nauczyliśmy i dlaczego wciąż chce nam się chcieć. Wspominaliśmy wielkie pomysły, małe katastrofy i ludzi, bez których Tropinka nie mogłaby istnieć.

Na zakończenie świętowania Tropinka otrzymała dwa niezwykłe prezenty, a jej prezeska popłakała się jak bóbr. Dostaliśmy urodzinowy bukiet z czerwcowych łąk oraz przepiękny korowaj – słowiański chleb obrzędowy od Ireny i Jana Siegów, symbol szczęścia, dostatku i pomyślności. Korowajem podzieliliśmy się ze wszystkimi obecnymi – mamy nadzieję, że jeszcze bardziej scementował naszą wspólnotę. Życzenia płodności przyjmujemy z wdzięcznością – liczymy na kolejne intensywne, twórcze i pełne przygód dziesięć lat.

Sobotni wieczór urodzinowego weekendu Tropinki należał do muzyki – i to muzyki najwyższej próby.

Przejmujący, pełen emocji głos Dany Vynnytskiej spotkał się z mistrzowską gitarą Tomasza Orszulaka, tworząc poruszającą muzyczną opowieść o pamięci, korzeniach i współczesnym odczytywaniu tradycji. Było wzruszenie, śmiech i łzy,  improwizowana piosenka o Tropince oraz rozmowy przy ognisku.

W czasie, gdy na politycznych szczeblach podsycane są wrogość i absurdalne podziały między Polską a Ukrainą, gdy kwitnie tani populizm, jesteśmy szczęśliwi, że właśnie ten polsko-ukraiński duet zagrał nasz urodzinowy koncert. Danę poznaliśmy dzięki Tomaszowi Sikorze z Karbido – zespołu, który 10 lat temu nagrywał u nas wraz z Jurijem Andruchowyczem płytę „Stanisławów,Litografie”. Okazało się, że artystka przyjaźni się z Jurijem, jednym z najstarszych przyjaciół Tropinki. Gdy w popłochu szukaliśmy nagłośnienia i brakującego sprzętu na koncert, ponieważ jego wypożyczenie w okolicy okazało się niemożliwe, Marek Otwinowski z Karbido skontaktował nas z Dorianem Młodzianowskim z Białegostoku. Ten bez chwili wahania zadeklarował, że po prostu przywiezie wszystko, czego potrzebujemy – czuliśmy się jak w jakiejś bajce. Dorian (Wydawnictwo Komat) jest producentem płyty „Pan Les” (do wierszy białoruskiego poety Anatola Sysa), którą Marek nagrywał u nas przed laty z Jerzym Osiennikiem (Dayte Mikrofona) i Sergejem Kravchenko. Kolejne osoby, spotkania i przyjaźnie splatały się przez lata w jedną piękną historię ponad granicami. W sobotni wieczór ta opowieść zatoczyła krąg, pokazując siłę przyjaźni i bezinteresownej pomocy.

Róbmy więc swoje. Budujmy mosty, nie mury. Chwała Ukrainie.

Dana Vynnytska – wokalistka, pianistka, kompozytorka. Wraz z wokalistką Dagmarą Gregorowicz stworzyła zespół, który od lat koncertuje na całym świecie, zdobywając liczne nagrody (m.in. polskie Fryderyki) i zbliżając do siebie polską oraz ukraińską kulturę. Sama Dana mówi o swoich występach w ostatnich latach:

Mąż wyjechał walczyć w Ukrainie, a ja muszę walczyć tutaj. Wojna trwa na różnych poziomach. Dziś granie koncertów, branie udziału w różnych inicjatywach ma sens na zupełnie innym poziomie niż przed inwazją. Wcześniej cieszyłabym się na każde takie spotkanie, teraz ma to dodatkowy wymiar. Kiedy wychodzę na scenę, to nie jest rozrywka. To moja płaszczyzna walki. (…) Kiedy wychodzimy na scenę, staramy się przybliżyć Polakom kulturę ukraińską, a uchodźcom z Ukrainy kulturę polską. Nasze koncerty pomagają zebrać środki na pomoc. Jestem żołnierką na froncie kulturowym. Wykonuję swoje zadanie na scenie. Dodaję ludziom otuchy. (Źródło: https://www.dwutygodnik.com/artykul/10038-wypic-kawe-znbspwidokiem-na-chortyce.html)

Tomasz Orszulak – gitarzysta, kompozytor i producent. Jeden z niewielu polskich muzyków grających na tradycyjnym indyjskim instrumencie – sitarze. Tworzy muzykę inspirowaną tradycją, improwizacją i kulturami świata. Komponuje również muzykę do filmów i spektakli teatralnych.

 

Niedziela, 14 czerwca

Jednym z najbardziej poruszających punktów programu był spacer graniczny „Borderwalk”, który poprowadziły Inga Hajdarowicz i Natalia Judzińska (Badacze i Badaczki na Granicy).

Była to próba przyjrzenia się granicy z Białorusią oraz temu, co dzieje się wokół niej, poprzez bezpośrednią obecność w tej konkretnej przestrzeni. Wyniki wieloletnich badań, doświadczeń aktywistycznych i rozmów zostały przedstawione nie w sali wykładowej, lecz w krajobrazie, którego dotyczą.

Punktem wyjścia była historia kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy, zapoczątkowanego w 2021 roku wydarzeniami w Usnarzu Górnym. Rozmawialiśmy o mechanizmach wykluczenia i przemocy wobec osób uciekających przed wojną, prześladowaniami i biedą. Stojąc przed murem granicznym, słuchaliśmy o procesie militaryzacji i „uzbrajania krajobrazu” – o włączaniu lasu, dróg i infrastruktury w system kontroli oraz o instalacji concertiny po nałożeniu przez Unię Europejską sankcji na Białoruś. Trudno było nie zatrzymać się przy wyliczeniu, że za środki przeznaczone na budowę muru można byłoby zapewnić wsparcie 92 tysiącom osób potrzebujących ochrony.

Kolejne przystanki prowadziły przez miejsca, w których historia spotyka się ze współczesnością. Przy cmentarzu prawosławnym, gdzie pochowano kilka osób zmarłych na granicy, Natalia i Inga opowiadały o bieżeństwie z 1915 roku oraz o krzyżach wotywnych przy cerkwi w Narewce, przypominających o doświadczeniu przymusowej migracji mieszkańców tych terenów. Historia sprzed ponad stu lat niespodziewanie spotkała się tutaj z historią współczesnych uchodźców.

Niewiele osób wie, że prowadzona jest lista śmierci dokumentująca osoby, które zginęły na granicy. Odnotowano na niej już 107 osób. Rozmawialiśmy także o azylu kościelnym i o tym, dlaczego propozycje udostępnienia miejsc schronienia w przygranicznych świątyniach nie spotkały się z odzewem. Przypomniano, że wielowiekowa tradycja azylu kościelnego wciąż funkcjonuje w wielu krajach Europy (poza Polską) jako forma ochrony osób, których prawa mogą być zagrożone.

Na trzecim przystanku, przy rzeczach pozostawionych przez uchodźców, nasze przewodniczki odwołały się do badań nad materialnymi śladami obecności „ludzi w drodze” w lesie. Opowiadały o różnych typach miejsc, wyróżniając: przystanek w drodze, obóz nocny, obóz pushbackowy i obóz dworcowy. Znajdowane tam przedmioty tworzą szczególną mapę ludzkich doświadczeń. Są wśród nich rzeczy osobiste – dyplomy, fotografie, kosmetyki czy zabawki dziecięce. Są przedmioty związane z religią, przedmioty ratunkowe – folie NRC, leki, opatrunki – oraz rzeczy świadczące o pomocy udzielanej przez sojuszników: wodoodporne buty, kurtki i namioty.

Puszcza bywa jednocześnie schronieniem i zagrożeniem. Chroni, ale potrafi też stać się śmiertelną pułapką. Jest również świadkiem wydarzeń, które rzadko trafiają do oficjalnych opowieści. Tego dnia stała się przestrzenią rozmowy o granicy, odpowiedzialności i pamięci.

Badaczki i Badacze na Granicy to grupa naukowczyń i naukowców oraz aktywistek i aktywistów działająca od 2021 roku na pograniczu polsko-białoruskim. Jej początkiem była pomoc osobom w drodze, a następnie potrzeba dokumentowania złożonej rzeczywistości tego miejsca. Ponieważ kryzys humanitarny dotyczy wielu grup – osób w drodze, mieszkańców, aktywistów, medyków i funkcjonariuszy – jego zrozumienie wymaga wielu perspektyw. Tak powstała inicjatywa łącząca badania naukowe z empatią i zaangażowaniem społecznym, której celem jest dokumentowanie i analiza kryzysu humanitarnego na północno-wschodniej granicy UE oraz działania edukacyjne. Dziś Badaczki i Badacze na Granicy są uznaną inicjatywą naukową, współpracującą z badaczami migracji w całej Europie; organizują m.in. konferencje w Dworku Rousseau i Uroczysku Hruszki. Tropinka od początku wspierała ich działania, dlatego tym bardziej cieszymy się z tej współpracy.

Polecamy  interaktywną (kontr)mapę: https://mapa.bbng.org/en — pokazuje ona kryzys humanitarny z perspektywy osób zaangażowanych w pomoc i dokumentację, prezentując miejsca, wydarzenia, infrastrukturę oraz świadectwa osób w drodze i wolontariuszy.

Po spacerze odbył się pokaz filmu „Spotkanie na granicy”.

Jego reżyserka, Beata Hyży-Czołpińska (Tropinka), nakręciła go we wrześniu 2016 roku podczas pierwszego „Spotkania na Granicy” poświęconego Ukrainie. Wydarzenie to stało się tematem reportażu o dialogu, przyjaźni, Podlasiu i Ukrainie, a jednocześnie nieoczekiwanym filmowym portretem samej Tropinki.

Dziękujemy wszystkim, którzy spędzili ten czas z nami.


Partnerem Strategicznym wydarzenia było Województwo Podlaskie.

Za pomoc i wsparcie w organizacji urodzinowego weekendu Tropinki serdecznie dziękujemy:
— Dworek Rousseau
— Dorian Młodzianowski z Wydawnictwa Komat
— Badacze i Badaczki na granicy oraz Fundacja na Rzecz Kultury „Walizka”