Poezja w Puszczy – 7. edycja – 2026

 

 

VII edycja Festiwalu Poezja w Puszczy odbyła się 9 maja 2026 roku. Naszą pierwszą gościnią była Marlena Niemiec — poetka, absolwentka polonistyki o specjalności antropologiczno-kulturowej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zadebiutowała tomem poetyckim cierpkie (2022), za który otrzymała Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. W 2025 roku ukazała się jej druga książka Skroń, która znalazła się wśród pięciu nominowanych do prestiżowej XIV edycji Nagrody im. Wisławy Szymborskiej.

Mamy obrazowość, mamy – oczywiście – matronującą temu pisaniu Halinę Poświatowską, ale mamy też zaskakujące zestawienia rekwizytów z zupełnie różnych porządków. Wszystko to odbywa się w przestrzeni wręcz mikrobiologicznej. Tkanek powstawanie, tkanek obumieranie w świecie, w którym następuje mieszanie się tego, co ludzkie, z tym, co przynależne większym siłom natury. (Dawid Mateusz)

Wiersze Marleny Niemiec są dotkliwe, oblepiające, haptyczne, ranliwe i omszałe, a jednocześnie dynamiczne aż do bezdechu. Bezustannie gdzieś biegną, przed czymś uciekają lub za czymś gonią, bezwstydnie wystawiają się na pastwę, a po chwili wyrywają się panicznym zrywem ze szlufek i sprzączek. Z neomaterialistyczną werwą grają na wszystkich zmysłach. (…) zapadają się w mokre podłoże i w stratygraficzne szczeliny, brodzą w podejrzanej materii, ale nigdy nie bredzą, bo niesamowity jest u tej autorki balans między organicznością a precyzją słowa. Stawką poetki staje się też człowiek – mierzący się ze zwichniętą czasoprzestrzenią i płynnymi perspektywami podmiotowymi, zamieniający się w zombie, rozpadający się – w duchu Deleuze’a i Braidotti – w sforę, w tkankę, w pyłek, w nic. (Joanna Mueller)

 
 

 


Kolejnym gościem był Maciej Robert — eseista, poeta, krytyk literacki i filmowy, redaktor, dyrektor Domu Literatury w Łodzi, wykładowca między innymi na Wydziale Scenopisarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Od 2025 roku zasiada także w kapitule Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, a od maja 2026 jest również członkiem Tropinki.

To poeta bardzo łódzki — zarówno w poezji, jak i prozie zajmuje się swoistą archeologią miasta. Opowiada historie codzienności, przez które przebijają kruchość, śmierć i apokalipsa, ale nie brakuje też piękna. W ubiegłym roku opublikował tom mniejsza o ludzi (Warstwy 2025), a w 2023 roku ukazała się jego książka Rzeki, których nie ma. Wśród wcześniejszych książek poetyckich znajdują się między innymi: Skontrum. 2003–2023 (WBPiCAK 2023), poemat śnieg, a także tomy Pora deszczu, Puste pola, Collegium Anatomicum, Księga meldunkowa, Nautilus, Demologos, Superorganizm i Co mogło pójść nie tak. Jest również autorem pracy krytycznej Perełki i Skowronki. Adaptacje filmowe prozy Bohumila Hrabala — pisarza bliskiego mu w dostrzeganiu sensu świata poprzez piękno istniejące mimo wszystkiego, co straszne i złe, oraz poprzez obronę małego człowieka.

Maciej Robert jest laureatem Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek (2011). Za tom Księga meldunkowa był nominowany do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej (2015), a w 2020 roku otrzymał nominację do międzynarodowej Nagrody im. Václava Buriana, przyznawanej twórcom angażującym się w rozwój demokratycznego dialogu między Łabą a Dnieprem. Jego zbiór esejów Rzeki, których nie ma znalazł się w finale konkursu Grand Press na Książkę Reporterską Roku (2023).

 

 


Trzecią gościnią VII edycji Festiwalu Poezja w Puszczy była poetka Justyna Kulikowska. Debiutowała tomem Hejt i inne bangery (2018), za który otrzymała Nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Za drugą książkę poetycką Tab_s (2020) nominowana była do Nagrody Literackiej „Nike” oraz Nagrody Literackiej Gdynia. Za tom gift z Podlasia otrzymała Nagrodę Literacką Prezydenta Miasta Białegostoku im. Wiesława Kazaneckiego. Krytycy podkreślają społeczne zaangażowanie, formalne eksperymenty jej poezji oraz sprawne korzystanie z poetyckich tradycji. Urodziła się w Szczuczynie — bo w Żebrach nie było szpitala. Nadal mieszka na Podlasiu.

No właśnie. Nie mam wątpliwości, że to takiego fokstrota, wprawdzie fokstrota, lecz ponurego tańczy się też w „Obozie zabaw” Justyny Kulikowskiej. To świat, w którym, jak wskazuje już tytuł, beztroska przechodzi płynnie w opresję i przymus, przyjemność w nadużycie, podlaskie zacisze rozdziera zaś ryk zabijanych w rzeźni, ale też graniczny drut kolczasty, który rozdziera ciała tych, którzy usiłują go sforsować: „żalu, obcy ludzie wypytują mnie o lasy, / nie wiem, co odpowiadać” – pisze Kulikowska w jednej z najbardziej piorunujących fraz współczesnej polskiej poezji, a my, zatopieni w grozie, nie wiemy wraz z nią. A jednak w Obozie zabaw z grozą nie tylko się tańczy, ale przede wszystkim ją nuci, a nawet wyśpiewuje. Pytając o to, co może język w obliczu przemocy, Kulikowska sięga po dostojną poetycką tradycję pieśni, by strzaskawszy ją, wydobyć z niej żywy piosenkowy zaśpiew.

O kim jednak śpiewa? Chociażby o Alinie Kabajewej. Czy ktoś z nas ją rozpoznaje? Być może, choć pewnie tylko jako kochankę Władimira Putina, którego rozpoznajemy już wszyscy. Czy słyszeliśmy o Teodorze Teofilii Pytko? Chyba niezbyt, a przecież widzieliśmy ją wszyscy, na obrazie jej męża, Stanisława Wyspiańskiego. Czy ktokolwiek mówi dziś o Marii Lani? Szczerze wątpię, choć przecież znamy wszyscy inspirujących się nią Chagalla, Matisse’a czy Tomasza Manna. Kabajewa, Pytko, Lani – Obóz zabaw wydobywa na jaw nazwiska kobiet zasłoniętych przez krzykliwą widoczność swoich partnerów. Tym bardziej nie ma dłużej powodu, żeby zakryte pozostawało nazwisko osoby, którą chcemy dziś nagrodzić. (laudacja jury 17. Nagrody Literackiej Warszawy w kategorii poezja 2024)

 

 


 

Tegoroczny Festiwal Poezja w Puszczy zakończyła rozmowa z Maciejem Robertem o książce Rzeki, których nie ma, moderowana przez Martę Pilarską — wydawczynię, księgarkę i aktywistkę literacką. To książka niezwykle erudycyjna i głęboko poruszająca. Wędrujemy z autorem wzdłuż rzek, strug i strumieni, które dawno zapomniały czasy, gdy otaczano je czcią i wdzięcznością za życiodajną wodę. Rzek, które umożliwiły rozwój miast i cywilizacji, a później zaczęto bezwzględnie ujarzmiać, zanieczyszczać, prostować, chować pod ziemią i zamieniać w ścieki. Rzek, które czasem bywały również świadkami zbrodni i do dziś przechowują ich pamięć.
„Każda rzeka jest bowiem opowieścią, ale rzeka, której nie ma, jest opowieścią szczególną, bo tutaj wyobraźnia musi pracować na wysokich obrotach, tutaj trzeba czytać między wierszami”.

Rozmawialiśmy o tęsknocie za rzekami i o tym, czym jest „bezrzeczność”. O powolnym zabijaniu rzek, o rzekach bezimiennych i niewidzialnych, o których Maciej Robert pisze z czułością i uważnością, szukając dla nich ratunku. Przekonuje, że nadanie rzekom osobowości prawnej mogłoby realnie poprawić ich los. Szuka też rzek w literaturze — u Olgi Tokarczuk, Tadeusza Nowaka, Grzegorza Strumyka; wspomina Adama Robińskiego, Czesława Miłosza, Tomasza Różyckiego czy Esther Kinsky.

Mówiliśmy też o Narewce, której nazwa wywodzi się od praindoeuropejskiego rdzenia nur- lub nar-, oznaczającego wodę, nurt albo przepływ. Rdzeń ten odnosi się do płynącej wody i terenów podmokłych, co dobrze oddaje charakter tej rzeki — tworzącej rozlewiska, sploty i bagna. Od wieków doświadcza ona napięcia między tym, co dzikie i naturalne, a tym, co podporządkowane człowiekowi i wykorzystywane. Od XVI wieku spławiano nią drewno z Puszczy, później wielokrotnie regulowano jej koryto mimo protestów przyrodników.

Z Narewką wiąże się też wiele niezwykłych historii i odkryć — od żółwia błotnego i brzuchorzęska po odnalezioną w rzece kość mamuta. Podczas powodzi w 1955 roku przypłynął nią ponoć nawet krokodyl, który uciekł z objazdowego zoo po białoruskiej stronie granicy. Przez lata rzeka była związana z obrzędami święcenia wody podczas prawosławnego Wodokreszczenija, korzystali z niej również białowiescy baptyści podczas chrztów.

To właśnie od doliny Narewki zaczynały się pierwsze puszczańskie spacery uchodźczyń i artystek z Ukrainy, które były naszymi rezydentkami w pierwszych miesiącach pełnoskalowej wojny. Ta rzeka wysłuchała wielu historii z Chersonia, Siewierodoniecka i innych miejsc do dziś naznaczonych wojną.

 


Przed wyjazdem goście Festiwalu odwiedzili także Galerię im. Tamary Sołoniewicz — bez wizyty w Galerii Narewka pobyt u nas byłby przecież niepełny. To właśnie ona jest sercem Narewki.

Zdjęcia: jak zawsze niezawodni Janusz Kasprzak i Olena Sarzhenko.

Wdzięczni jesteśmy za wsparcie Centrum Humanistyki Środowiskowej Uniwersytetu Warszawskiego (Environmental Humanities Center — to już czwarty rok współpracy!). Sławomir Droń i wegańska zupa z Fanaberii Białowieża są już legendą i stają się sławne na całą Polskę — dziękujemy, że karmicie nas wytrwale od tylu lat!

Podziękowania należą się również Dworkowi Rousseau za bezpłatne udostępnienie Chaty Kulturalnej oraz Urzędowi Gminy Narewka za pomoc logistyczną — w ubiegłym roku Gmina Narewka objęła Festiwal patronatem.